poniedziałek, 30 grudnia 2013

9.

W kończącym się jutro roku wydarzyło się trochę ciekawych rzeczy. Dlatego też chciałem zebrać to wszystko do kupy i tutaj opisać. Pewnie o czymś zapomnę, no ale co tam. Zobaczymy.

Jeżeli chodzi o zbieranie podpisów i powiększanie mojej kolekcji to początek roku nie zapowiadał się zbyt ciekawie. Padło forum. Chyba już na dobre. Padało już wcześniej, jednak zawsze wracało. Teraz chyba nie ma nadziei na wielki comeback, no ale zobaczymy. Co ma być to będzie, jak to śpiewał Szymon Wydra w jednym ze swoich największych hitów. To znaczy do końca nie wiem kiedy dokładnie forumek upadł, ale dla dobra opowieści przyjmijmy, że było to wtedy. Oprócz tego, nic nie zapowiadało, że będę wysyłał listy, bądź też zbierał osobiście, kompletnie nic. Lenistwo i seriale nie pomagały. Licencjat również sam się nie mógł napisać. No dobra - mógł, ale się nie napisał. Dlatego też przez pierwsze pół roku mało się działo. Wysłałem kilka listów, co jak na mnie jest dużym osiągnięciem, no ale wymagajmy od siebie więcej. Nawet w takiej dziedzinie, jaką jest kolekcjonerstwo. 

Listy wysyłałem wtedy do polskich klubów siatkarskich. Przyszły chyba ze dwie lub trzy odpowiedzi. Pewnie byłoby ich więcej gdybym wysłał te listy w sezonie zasadniczym, a nie już w końcowej fazie play-offów. No ale cóż, cieszmy się z małych rzeczy. Kurde, chyba ostatnio słuchałem za dużo 'hitów'. Najpierw Wydra, a teraz sam nie wiem kto, Sylwia Grzeszczak? Witek, pomóż!

Minęło sześć miesięcy, przyszły wakacje i tradycyjnie pojawiła się perspektywa zbierania osobiście. Bowiem, na przełomie lipca i sierpnia odbywał się największy w Polsce wyścig kolarski, Tour de Pologne. Z racji mojego zainteresowania kolarstwem postanowiłem kolejny raz pojechać na trase wyścigu i pozbierać kilka podpisów. 

Odwiedziłem Katowice, gdzie próbowałem zbierać na mecie jednego z etapów. Próbowałem to chyba właściwe słowo, ponieważ autobusy ekip były rozstawione na bardzo dużej odległości i nie sposób było wszystkiego ogarnąć. Trzeba było przyjąć jakąś taktykę, sprawdzić gdzie są busy najlepszych kolarzy i właśnie tam się ustawić. Moim priorytetem był autograf zwycięzcy Tour de France w 2012 roku, Bradleya Wigginsa, więc ustawiłem się pod autokarem drużyny Sky i wyczekiwałem. Zaraz obok znajdował się busik włoskiej ekipy Liquigas, a tam jeździł Ivan Basso, który był moim drugim priorytetem tamtego dnia, więc nawet dobrze się złożyło. Na Brytyjczyka nie trzeba było długo czekać, jednak na złożenie przez niego podpisu już tak. Musiałem trzy lub cztery razy go wołać, żeby się podpisał. No cóż, ma tytuł szlachecki, więc plebs nie może mieć tak łatwo. Może gdybym zwrócił się do niego Milordzie to inaczej by to wyglądało. Ale tak czy siak, ogólnie spoko. Dał autograf, uścisnął dłoń i życzył powodzenia. Z Basso było dużo łatwiej, Włoch przyjechał i od razu się podpisał. Ja miałem łatwo z nim, a on ze mną, gorzej miał z małolatami, którzy wykrzykiwali coś do niego i nie chcieli wpuścić go do autobusu. 

Dwa dni później pojechałem do Wieliczki, gdzie już zbierałem wszystkich, jak popadnie. Miałem tam jeszcze kilka priorytetów, ale możecie się domyślić, że udało mi się wszystko zrealizować. I tak na starcie do ostatniego etapu do mojej kolekcji wpadły podpisy od kolarzy tj. Sandy Casar, Yaroslav Popovych, Fabian Cancellara, Davide Rebellin i wielu innych. Z Wieliczki wróciłem z ponad setką podpisów, trzema bidonami, niedożywieniem, niedomiarem wody w organizmie oraz z cudowną opalenizną jednej strony twarzy, po prostu cudo!

To nie był jednak koniec zbierania podczas wakacji.

Jak co roku, stała ekipa użytkowników wspomnianego upadłego forum zorganizowała zlot kolekcjonerów. Wcześniej w Krakowie, Pradze i Lwowie, tym razem przyszedł czas na Gdańsk. Wybraliśmy to miejsce ze względu na mecz Polska - Dania, który odbywał się tam w tamtym okresie. Czternasty sierpnia, tak?

takie tam z Wojtkiem na lotnisku.
Zbieranie trwało kilka dni. Zaczęliśmy od lotniska, gdzie zrobiłem sobie zdjęcie z Wojtkiem Szczęsnym, potrafiłem rozróżnić Schmeichela od Glika oraz poznałem Krychowiaka, nie tak jak co niektórzy. Wpadło też kilka podpisów do kolekcji, Boruc, Błaszczykowski, Kjaer czy Kvist. 

podpis Boruca zebrany osobiście na zdjęciu, szok!
Następnie przenieśliśmy się pod hotel Duńczyków. Do reprezentantów Polski nie było sensu iść, bo nie dość, że znajdowało się tam milion ludzi to niepotrzebne nam były kolejne autografy Szukały i Klicha. Co prawda chciałem jeszcze Olkowskiego, no ale.. może kiedyś. U Duńczyków było w miarę spoko. Do końca naszego pobytu zebraliśmy wszystkich, których chcieliśmy, Morten Olsen, Ebbe Sand, Christian Eriksen, a nawet najbardziej znany i lubiany Kusk, Kasper Kusk. Nie mylić z premierem!

kolejny podpis na zdjęciu, teraz Eriksen.
Wymieniłem tylko kilku zawodników, od których udało mi się zdobyć podpisy, ale możecie mi zaufać, było ich więcej. Skany też będziecie mogli zobaczyć, ale to kiedy indziej. Chyba.

Po wakacjach przyszedł czas na przeprowadzkę do Krakowa. Nowe miasto, nowe szanse, tak ponoć mówią. Może coś w tym jest, bo miałem więcej szans na zbieranie osobiście. Dużo z tych okazji nie wykorzystałem, bo wracałem na weekendy do domu, no ale Cisowa mnie potrzebowała. Ktoś musiał grać, jak nie ja to kto? No dobra, bo się zapędziłem. 

dedykacja od Oresta Lenczyka.
W Krakowie miałem okazję zbierać podpisy od piłkarzy Zagłębia Lubin. Głównie zależało mi na autografie Oresta Lenczyka, który pokazałem wyżej, ale dodatkowo pozbierałem kilku skórokopaczy ligowców, którzy rozegrali już trochę meczy w naszej lidze, m.in. Adam Banaś, Robert Jeż czy też Arkadiusz Piech. Co prawda nie jest to mój profil kolekcji, ale podpisy zebrane osobiście traktuję zupełnie inaczej i zawsze fajnie mieć kilka takich w swoich zbiorach. 

podpis Arka Głowackiego na niezawodnej karcie pocztowej.
No tak, nie wypada mieszkać w Krakowie i nie zbierać autografów od zawodników z jednego z miejscowych klubów. Wraz ze znajomymi, z którymi zbierałem Zagłębie postanowiliśmy pójść na trening Wisły. Była to jedna z ostatnich szans na zebranie ich w Krakowie, ponieważ od stycznia przenoszą się do ośrodka treningowego w innym mieście, szkoda. Oprócz zamieszczonego podpisu Arka Głowackiego, udało mi się zebrać autografy od kilku innych zawodników Wisły. Garguła, Małecki i Burliga na wymianę, chcecie? 

To nie było moje ostatnie zbieranie osobiście w 2013. Podczas jednego weekendu, gdy byłem w Kędzierzynie pozbierałem jeszcze podpisy siatkarzy Effectora Kielce. Dziwne jest to, że nie zbierałem innych drużyn, pomijając fakt, że zazwyczaj śpią w hotelu, który jest na moim osiedlu. No ale fakt, to za daleko, nie chce się.

Oprócz tego wysłałem dwa listy, jeden do Grześka Wójtowicza, a drugi do Adama Swaczyny. Grałem z nimi kiedyś w siatkę, no ale chłopaki robią kariery, a ja.. no właśnie. Zarówno Grzesiek, jak i Adam pozbierali jeszcze podpisy od kolegów ze swoich drużyn, także dzięki wielkie chłopaki!

No i to byłoby na tyle. Wydaje mi się, że spełniłem wszystkie kolekcjonerskie cele, które postawiłem sobie na 2013 rok. Wysłałem kilka listów, zbierałem osobiście nie tylko w wakacje, czego chcieć więcej? Żałuję tylko, że w tym roku nie udało mi się pojechać do Gladbach. Przyszło tam kilku ciekawych grajków, których podpisów nie mam w kolekcji. Nie udało się pojechać i zebrać osobiście, trzeba wysłać list, niestety.

A jakie cele na 2014? Hmm.. By było lepiej w każdej dziedzinie, nie tylko w kolekcjonerstwie. Cytując: By żyło się lepiej!

Dobra, bo chyba za dużo napisałem, jak nie ja. 

Wszystkiego dobrego w 2014! No i żebyście dalej jarali się moją kolekcją!

Tymcza!

niedziela, 22 grudnia 2013

8.

Zbliża się koniec roku, więc przydałoby się podsumować ten mijający. Jeśli chodzi o kolekcjonerstwo to myślę, że jest co podsumowywać, bo w sumie kilka ciekawych rzeczy zdarzyło się w 2013. No ale to przy najbliższej okazji, bo teraz nie mam na to za bardzo czasu. Albo nie, czas mam, ale chęci nie ma. Jakoś po Świętach będą, serio. Wiecie, to wymaga dogłębnych analiz, prześledzenia statystyk i w ogóle wszystkiego.

Ostatnimi czasy otrzymałem kilka ciekawych podpisów z wymiany, tutaj jakiś skoczek, tutaj siatkarki, tutaj kilku piłkarzy. Ogólnie było spoko pod tym względem, dlatego też zrobiłem kilka skanów, bo jak wiadomo - skanować trzeba!

No to tak, pisałem już dzisiaj kolejne podsumowanie kolejki Bundesligi, więc tutaj też napiszę o tej lidze. Taki jestem monotematyczny i nudny, a jak! No chociaż nie będzie o samej lidze, ale o jednej z drużyn. 1. FC Nürnberg jest jedyną drużyną w Bundeslidze, która nie wygrała w tej rundzie ani jednego spotkania. Na uwagę zasługuje fakt, że 11 z 17 spotkań tej drużyny kończyło się remisami, no ale zero wygranych?! Normalnie typowa Cisowa.

Tak mi się o nich wspomniało, bo to właśnie podpisy trzech graczy tej drużyny otrzymałem w poprzednim tygodniu z wymiany. Z trójki: Timothy Chandler, Alexander Esswein, Timo Gebraht, tylko ten pierwszy regularnie występuje w pierwszym składzie Norymbergi. No ale każdy z nich rozegrał już trochę spotkań w Bundeslidze i jest rozpoznawalny przez przeciętnego kibica tej ligi. Nie, nie chodzi mi o typowego kibica Dortmundu, którego znajomość ligi niemieckiej ogranicza się do trójki Polaków i Jürgena Kloppa. 



Timothy Chandler rozegrał do tej pory 90 spotkań w Bundeslidze, wszystkie w drużynie z Norymbergi. Do tego wystąpił w 10 razy w barwach reprezentacji USA.


Alexander Esswein w Norymberdze rozegrał 58 meczy i strzelił 6 bramek. Oprócz tego występował w VfL Wolfsburg, FC Kaiserslautern oraz Dynamo Drezno.


Timo Gebhart grał już w TSV 1860 Monachium, VfB Stuttgart oraz właśnie w Norymberdze. Dotychczas rozegrał w Bundeslidze 95 spotkań i strzelił 6 bramek. Niestety na początku tego sezonu nabawił się kontuzji miednicy i już do końca rundy nie pojawił się na boisku.

No i to byłoby na tyle. Notka krótka, jak zawsze. 

Tymcza!

Aaaa.. Wesołych!

środa, 18 grudnia 2013

7.

Gdy rozpoczynałem moją przygodę z kolekcjonerstwem duży wkład w rozwój tej pasji miał mój brat. To właśnie dzięki niemu zacząłem pisać listy do moich ulubionych klubów, piłkarzy czy też reprezentacji. Nie pamiętam dokładnej daty kiedy wysłaliśmy nasze pierwsze listy. Musiałbym sprawdzić na kopertach, ale.. w sumie nie jest to takie ważne. Przyjmijmy, że było to bardzo dawno temu. Pamiętam natomiast do kogo wysyłaliśmy - Polonia Warszawa, Schalke Gelsenkirchen, Ajax Amsterdam, reprezentacja Holandii i reprezentacja Niemiec. Pewnie było coś tam jeszcze, ale tylko z tych miejsc otrzymaliśmy odpowiedzi. Można powiedzieć, że mało, no ale kto wtedy myślał w ogóle o czymś takim. Kurde, to były czasy. Pamiętam, jak wycinaliśmy zdjęcia z gazet i przyklejaliśmy je na listy, jak rysowaliśmy herby zespołów na kopertach.Masakra, że też nam się chciało.

Nawiązuję do tego, ponieważ w tamtym okresie wysłałem swój pierwszy, samodzielny list do jednego z ulubionych zawodników. Mianowicie, do Olivera Bierhoffa. Nie wiem ile czekałem na odpowiedź, ale gdy nadeszła - musiałem skakać z radości, innej opcji nie było.


Bierhoff podczas swojej kariery występował w wielu europejskich klubach, większość czasu grając poza granicami swojego kraju. Grał dla takich klubów jak: KFC Uerdingen, Hamburger SV, Borussia Mönchengladbach, Austria Salzburg, Ascoli Calcio, Udinese Calcio, AC Milan, AS Monaco i Chievo Werona.


Oczywiście przypominam jego sylwetkę, bo grał w Gladbach, ale tego mogliście się domyślić. W barwach Borussii zagrał tylko osiem spotkań i nie strzelił przy tym ani jednego gola. Był to jedyny klub, w którym Bierhoff podczas swojej przygody z piłką nie trafił do bramki przeciwnika. Fajnie.


W niemieckiej kadrze wystąpił w 70 meczach i strzelił 37 bramek. Jego złoty gol w finale Mistrzostw Europy w 1996 roku przyniosła Niemcom wygraną w turnieju. Bierhoff był także członkiem kadry, która zajęła drugie miejsce na Mundialu w Korei i Japonii.

Dzisiaj króciutko, wracam do czytania o służebności gruntowej..

Tymcza!

niedziela, 15 grudnia 2013

6.

Kolekcjonowanie podpisów piłkarzy jest takie pospolite, takie normalne i często spotykane, że śmiało można powiedzieć, że jest nudne. Zresztą samo kolekcjonerstwo autografów dla większości jest nudnym zajęciem, no ale to pomińmy. Piłka nożna jest dyscypliną sportową, którą ogląda największy odsetek naszego społeczeństwa. Tak więc ogromne liczby kolekcji autografów piłkarzy są naturalnym odbiciem zainteresowania ogółu mieszkańców naszego kraju, choć w sumie nie tylko naszego, innych też. Przecież nie tylko tutaj mamy kolekcjonerów, jest ich tak dużo, jak mrówków. Oczywiście w moich zbiorach najwięcej jest właśnie podpisów kopaczy, ale nie jest to jedyny profil mojej kolekcji. Drugą, co do liczby autografów, kategorią jest kolarstwo. I to właśnie o tej dyscyplinie i podpisach z nią związanych, chciałem dzisiaj napisać.

Pewnie większość już nie czyta tego wpisu, bo przecież, jak można oglądać kolarstwo, a co dopiero o nim czytać?! Można? Można! To nie jest nic nienormalnego czy też bardzo nudnego i mało interesującego. No dobra.. trochę jednak jest, ale cichutko. Tak jak wspomniałem w jednym z moich poprzednich wpisów, moje zainteresowanie kolarstwem zaczęło się za bajtla. Miałem jakieś dziesięć lat i przy tradycyjnym przeskakiwaniu kanałów telewizyjnych, trafiłem właśnie na zawody kolarskie. Nie był to byle jaki wyścig. Tour de France, który był wtedy transmitowany, to jeden z największych wyścigów na świecie. Wszyscy kojarzą takie nazwiska, jak Lance Armstrong czy Jan Ullrich. To właśnie rywalizacją tych dwóch panów interesowali się kibice dwóch kółek. Pewnie gdyby nie to, a także barwny komentarz Tomasza Jarońskiego oraz Krzysztofa Wyrzykowskiego nie zainteresowałbym się tym, na pierwszy rzut oka, nudnym sportem. Tak wiem, pisałem już o tym ostatnio. Robię to specjalnie. Powtarzam się, bo lubię. A co!

Nawiązuję w tym wpisie do kolarstwa, ponieważ ostatnio otrzymałem autograf Samuela Sancheza. Możliwe, że go nie znacie, ale Hiszpan jest złotym medalistą olimpijskim z Pekinu. W 2008 roku wygrał wyścig ze startu wspólnego tuż przed Davide Rebellinem oraz Fabianem Cancellarą. Tak swoją drogą, to ich autografy także posiadam w kolekcji. Sanchez przez całą swoją karierę jeździł w baskijskiej grupie Euskaltel-Euskadi.

Oprócz złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich do największych sukcesów Hiszpana można zaliczyć dwa miejsca na podium w hiszpańskiej Vuelcie oraz jedno w Tour de France.

Podpis Samuela Sancheza jest numerem 308 w mojej kolekcji kolarskich podpisów. Dziesięciu nierozszyfrowanych nie liczę..

Tymcza!

piątek, 13 grudnia 2013

5.

Kurde, dość dawno nic się tu nie pojawiło.. Trzeba coś wrzucić, bo straszna tutaj cisza. Ostatnio dostałem kilka ciekawych podpisów z wymiany, zebrałem też parę autografów osobiście, ale niestety nie mam dostępu do skanera i skanów brak. Będą w przerwie świątecznej, jak będzie mi się chciało zrobić.

Dzisiaj kolejny wpis z cyklu: Jaram się swoją kolekcją. Wy też musicie się jarać! Nie ma innej opcji.

Wybrałem podpisy kilku piłkarzy, którzy również, tak jak przedstawiani wcześniej Marcin Mięciel i Andrzej Juskowiak występowali w Borussii Mönchengladbach. Jestem pewien, że każdy zainteresowany futbolem zna tych zawodników, ale niekoniecznie wie, że podczas swojej kariery występowali w Gladbach. Chociaż w sumie mało kto zna jakiegokolwiek byłego piłkarza tej drużyny. No ale co tam.. Ja znam.

karta Bayernu maźnięta przez Elbera.

Jesteście w szoku, co nie? Giovane Elber grał w Gladbach, nie ściemniam. Brazylijczyk swoje najlepsze lata kariery spędził jednak w innym niemieckim klubie, mianowicie w Bayernie Monachium. W barwach Bawarczyków wygrał Ligę Mistrzów, czterokrotnie zwyciężył w Bundeslidze, a w 2001 roku został królem strzelców ligi. Jak widać na zdjęciu, kartę właśnie tego klubu posiadam w kolekcji.

Elber dużo w Mönchengladbach sobie nie pograł, niestety. Do drużyny trafił z kontuzją, z którą zmagał się cały czas, aż do zakończenia swojej kariery. W Gladbach rozegrał tylko 54 minuty w czterech meczach. 

karta z podpisem Deislera.

Nie wiem, czy ktoś pamięta tego zawodnika. Minęło bowiem sporo czasu od kiedy Sebastian Deisler po raz ostatni pojawił się na boisku. Swoją karierę zakończył na początku 2007 roku mając zaledwie 27 lat. Powodem przedwczesnego zakończenia przygody z piłką były liczne kontuzje, a także depresja. To właśnie problemy zdrowotne wykluczyły Deislera z udziału w Mistrzostwach Świata w 2002 roku. 

Deisler w Gladbach grał już w juniorach, a w drużynie pierwszej drużynie rozegrał 17 spotkań i strzelił jedną bramkę. Po przygodzie w Borussii występował jeszcze w Hercie Berlin, a także w Bayernie Monachium. 

To tyle. Dzisiaj trochę na spokojnie, nie ma co się wysilać, prawda?

Tymcza!

sobota, 7 grudnia 2013

4.

W tym tygodniu miałem okazję być w Warszawie, gdzie miały miejsce Dni Biznesu w Sporcie. Na konferencji odbywały się warsztaty oraz wykłady z ludźmi ściśle związanymi ze sportem, a także, jak sama nazwa mówi - biznesie w sporcie. W trakcie pierwszego dnia udało mi się uczestniczyć w warsztatach prowadzonych m.in. przez Tomasza Jarońskiego. Prawdopodobnie nie wszyscy wiedzą, że to właśnie Pan Tomasz, wspólnie z Krzysztofem Wyrzykowskim komentuje w Eurosporcie wyścigi kolarskie, a także biathlon. Mnie, w szczególności interesuje to pierwsze. Od małego interesowałem się kolarstwem, a także tym co na szosie wyczyniał Lance Armstrong, Jan Ullrich czy Alberto Contador. Bardzo możliwe, że nie zainteresowałbym się kolarstwem, gdyby nie barwne komentarze wspomnianej dwójki redaktorów Eurosportu. Dlatego też owy warsztat był dla mnie priorytetem podczas pierwszego dnia konferencji i chociaż bardzo ciężko było się obudzić w środku nocy, żeby móc w nim uczestniczyć - podołałem wyzwaniu i o 10 zameldowałem się na warsztacie. 

Mimo tego, że temat wykładu brzmiał Czy polskie kolarstwo szosowe przechodzi swój renesans?, Tomasz Jaroński opowiadał również o biathlonie. Głównie przez uczestników warsztatu, ponieważ zadawali oni czasami bardzo ciekawe pytania, np. Czy Justyna Kowalczyk dałaby sobie radę w biathlonie? No dajcie spokój.. Pomimo tego, że kiedyś oglądałem tę dyscyplinę sportu i dobrze wiedziałem czy wygrywa Ole Einar Bjørndalen, Tomasz Sikora czy też Michael Greis to przyszedłem tam posłuchać o kolarstwie. No dobra, jak chcieli.. Z drugiej strony nie ma co hejtować,  bo można było się dowiedzieć kilku istotnych rzeczy o obu dyscyplinach. Na koniec pozwoliłem nawet Panu Tomkowi zrobić sobie ze mną zdjęcie. Tak mnie o to prosił, że nie sposób było mu odmówić.

z Tomaszem Jarońskim na Dniach Biznesu w Sporcie.

Drugim warsztatem, w którym uczestniczyłem prowadzony był przez Bartłomieja Rabija. Komentator Sportklubu opowiadał głównie o Ameryce Południowej i tamtejszych komentatorach, ale nie zapomniał wspomnieć o powszechnie znanym i lubianym Darku Szpakowskim. Jeden z uczestników warsztatu mógł się nawet sprawdzić w komentowaniu meczu, ale niestety coś nie pykło i jego komentarz się nie nagrał, szkoda.

Drugi dzień, był dniem wykładowym. Nie będę się tutaj długo nad tym rozwodził. Powiem tylko, że wykłady prowadzili m.in. Paweł Januszewski i Andrzej Supron. Dzięki temu drugiemu wygrałem proporczyk Arsenalu. Jeśli ktoś chce to mogę mu sprzedać, super tanio - polecam, Karol Młot. Tak, a propos wygranych rzeczy - w loterii fantowej udało mi się zdobyć odznakę tego samego klubu. Nie, nawet nie pytajcie, nie sprzedam.

Dodatkową atrakcją wyjazdu do Warszawy było spotkanie z pracownikami Legii Warszawa. Jako Koło Naukowe Menadżerów Sportu mogliśmy spotkać się ze scoutami, rzecznikiem prasowym, a także innymi pracownikami stołecznego klubu. Niestety na mecz nie chcieli nas wpuścić, akredytacji również nie dostałem. No, ale z drugiej strony to nawet lepiej, bo nie dość, że było zimno to jeszcze przegapiłbym rozmowy na wysokim poziomie, a także coming out. Więcej nie powiem, bo przecież to co dzieje się w Warszawie, zostaje w Warszawie. 

Wracając do Legii to udało mi się zebrać podpis Michała Żewłakowa, który obecnie odpowiedzialny jest za scouting warszawskiego klubu. Wcześniej był kapitanem reprezentacji Polski, z którą występował na Mistrzostwach Świata i Europy. 

podpis Michała Żewłakowa.

Niestety, jego brat Marcin nie był obecny na spotkaniu i jego podpis nie mógł wzbogacić mojej kolekcji. Nie wziąłem również więcej podpisów od Michała, bo i tak nie zbieracie na kartach pocztowych i nikt by nie chciał się wymienić. A tak na prawdę to nawet, gdyby ktoś chciał to bym nie zebrał, takim jestem egoistą.

Tymcza!

niedziela, 1 grudnia 2013

3.

Rozmawiałem ostatnio ze znajomymi na temat mojego bloga, którzy stwierdzili, że za mało jest tutaj autografów. No tak, w końcu jest to blog o pomazanych markerem zdjęciach, więc przyznałem im rację, a także obiecałem, że już niedługo będą mogli zobaczyć tutaj skany kilku podpisów. Tak swoją drogą, mieliśmy kawał tematu do dyskusji, nie ma co..

Z racji tego, że nie posiadałem zeskanowanych autografów musiałem takowe zrobić. Wziąłem do ręki pierwszy segregator z brzegu, po czym okazało się, że jest on pusty. No cóż, musiałem wziąć następny, a w nim były podpisy byłych piłkarzy Borussii (nie, nie tej z Dortmundu – ale to dobrze wiecie). Skanowanie nie jest jakimś ciekawym zajęciem, więc możecie się domyślić, że nie udało się zeskanować (kurde, jaki jest synonim do słowa skanować?!) wszystkiego. Skończyło się na tym jednym segregatorze, reszta następnym razem.

Początkowo nie wiedziałem, które autografy Wam pokazać, ale w końcu zdecydowałem, że wybiorę podpisy Polaków, którzy grali w barwach Gladbach. Pierwszym z nich jest Andrzej Juskowiak, który w Mönchengladbach spędził dwa sezony, w których rozegrał 52 spotkania oraz strzelił 12 bramek w lidze niemieckiej. Dobra, nie chce mi się opisywać przebiegu kariery Juskowiaka, bo jakoś nie widzę w tym celu, są od tego inne strony.

podpis Juskowiaka na karcie Aue.

Szkoda, że autograf nie jest na karcie klubowej Borussii. No, ale nie ma co wybrzydzać, w końcu podpis to podpis.

Drugim Polakiem, który wystąpił w barwach Gladbach był Marcin Mięciel. Popularny Miętowy, przez jeden sezon zagrał 18 spotkań i strzelił dwa gole, a jeden z nich został wybrany golem miesiąca w Niemczech. 

Mięciel w barwach VfL Bochum.

Byłem bardzo blisko pozyskania autografu Mięciela na karcie Gladbach, ale niestety nie udało mi się przekonać pani pracującej w restauracji na Torwarze, żeby mi ją podarowała. Karta wisiała sobie w gablotce i się zwyczajnie kurzyła, więc nie rozumiem czemu nie chciała mi jej dać. Może to dlatego, że nic nie zamówiłem.. Hmm.. nie wiem.

Autograf Eugena Polańskiego też mam, ale o farbowanych liskach dzisiaj nie mówimy.

Tymcza!

wtorek, 26 listopada 2013

2.

Skoro już założyłem tego bloga to wypadałoby coś tutaj pisać, bo przecież (parafrazując niedoszłego prezydenta naszego kraju) – od tego on jest, od tego jest on, od tego jest. No właśnie.. od tego jest blog. Mniej więcej dlatego będę starał się coś skrobać w miarę systematycznie. No ale do rzeczy!

Bycie kolekcjonerem, bądź też zbieraczem autografów często wiąże się z wyrzeczeniami. Tak – każdy początkujący zbieracz, który żyje gdzieś tam w gimbazjadzie musi wybrać – musi wybrać czy za pieniądze z kieszonkowego kupić sobie drugie śniadanie, paczkę maczug i puszkę fanty do popicia chipsów czy też może urządzić sobie głodówkę i po lekcjach wysłać list do swojego ulubionego sportowca. No dobra, tak było jak ja chodziłem do gimnazjum. Teraz gimbazjaliści (oczywiście nie wszyscy) zastanawiają się czy za kieszonkowe kupić sobie nowe 'ermaksy' czy nowego 'fulkapa'. Trudny wybór, fakt. Ale dobra, bo kolejny raz się zapędziłem i zszedłem z tematu. Z wyrzeczeniami wiążą się przede wszystkim pieniądze. Dlatego trzeba postawić sobie pytanie: kupić bułkę czy znaczek? Nie, to nie są żarty. Jak się pewnie domyślacie ja zazwyczaj wybierałem bułkę. Jednak, jak to przystało na kolekcjonera (może w moim przypadku jest to zbyt duże słowo, ale zbieracz jakoś do mnie nie przemawia) wysyłałem również listy. Nie słałem ich jakoś dużo, ale kilka ich było. A jaka była frajda z odpowiedzi! Maaasa – poważnie, jarałem się jak dziecko. Chociaż chyba to miało związek z tym, że w sumie byłem wtedy dzieckiem. Hmm.. nieważne. Jednak wyrzeczenia i pytanie 'co kupić' przestało mieć znaczenie kiedy pojawiły się komputery, a wraz z poszerzeniem się dostępu do internetu przyszła możliwość wysyłania maili, co znacznie ułatwiło życie. Nie trzeba było już wysyłać tylu listów co kiedyś, można było spokojnie kupić sobie bułkę. Korzystanie z elektronicznej poczty początkowo wydawało się w porządku. Każdy wysłał sobie po kilka maili i spokojnie czekał na odpowiedź. Nikt nie zdawał sobie wtedy sprawy, że może się to przerodzić w pewnego rodzaju epidemię. Przybywało kolekcjonerów, a wraz z tym przybywało maili. Co więcej, gdy jakiś sportowiec odpowiedział na maila, to od razu dowiadywała się o tym reszta zbieraczy (używam tego słowa tylko dlatego, żeby się zbyt często nie powtarzać) i momentalnie wszyscy również wysyłali maila pod ten sam adres. Pisząc 'wszyscy' mam na myśli również siebie. Wtedy nie uważałem tego za coś złego. Byłem młody, głupi i dążyłem do tego by szybko i jak najmniejszym kosztem wzbogacić swoją słabą kolekcję. Jednak patrząc na to z perspektywy kilku minionych lat to tak na serio uważam, że była to straszna głupota. Bo nie interesowało mnie kogo to autograf, ważne było to, że jest +1 do albumu – typowe zachowanie gówniarza. No ale trudno, tak było.

Kończąc (tę część, bo może kiedyś dokończę myśl) – chciałem zaznaczyć, że nie uważam wysyłania maili za coś złego, jest to przecież jeden ze środków do osiągnięcia celu. Nie chodzi mi o sam fakt, ale o sposób w jaki się to odbywało. Ale nie, dalej się to dzieje..

Tak, wiem – problemy współczesnego świata...
... na tym zakończmy.

Tymcza!

niedziela, 24 listopada 2013

1.

Chyba nie cieszy mnie to tak jak dawniej.. Nie bawi mnie już wysyłanie listów, oczekiwanie na odpowiedź i częste zaglądanie do skrzynki. Coś umarło, brak już jakichkolwiek chęci do działania i do zdobywania kolejnych podpisów rozwijających kolekcję. - Najprawdopodobniej to właśnie tymi słowami bym odpowiedział, gdyby ktoś jakiś czas temu spytał mnie o moje podejście do kolekcjonerstwa.

Od tamtych dni minęło już dużo czasu, a moje nastawienie zdecydowanie się zmieniło. Nie jest tak, jak było na samym początku, jednak wyraźnie widać poprawę. Zdarza mi się zbierać autografy osobiście, chociaż nie jest to zbyt często zjawisko. A listy? Hmm.. jest tak jak przez kilka poprzednich lat – listów brak. Nie ma czasu na pisanie listów, bo piszę bloga.. Coś za coś. Nie no, ale tak całkiem na serio. W przyszłości może coś wyślę, kto wie.

Założenie tego bloga ma na celu zrobienie czegoś, co spowoduje, że bardziej się skupię na kolekcjonerstwie, spędzę nad nim więcej czasu i będzie mi się chciało dalej w to brnąć. Chcę również podzielić się z Wami częścią mojej skromnej kolekcji. Dodatkowo ten blog może być przydatny dla początkujących kolekcjonerów. Nie wiem jeszcze w jakim stopniu i czy w ogóle będzie, ale przyjmijmy, że tak się stanie. Tak, ten blog na pewno pomoże! Czego jeszcze będzie można tutaj uświadczyć? Co jeszcze mogę zaproponować? Mam kilka pomysłów, ale to później.

Muszę przeprosić za dość ubogą szatę graficzną, a także za logo zrobione w bardzo profesjonalnym programie graficznym. Przy najbliższej okazji mam zamiar to zmienić, ale na razie musi pozostać tak jak jest. 

Nie chce mi się wymyślać tytułów, dlatego będę je tylko numerował. Tak, wiem - to bez sensu.

Tymcza!