poniedziałek, 10 marca 2014

20.

W ciągu ostatnich dni byłem w Sopocie, gdzie odbywały się Halowe Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce. Chociaż prawdę mówiąc w Sopocie byłem tylko ... chwilę, bo większość czasu spędzałem w Gdańsku. Tam też postanowiłem powiększyć swoje zbiory i tam zbierałem podpisy lekkoatletów.

Moim kolekcjonerskim celem na ten wyjazd było złapanie zaledwie kilku podpisów. Na liście startowej HMŚ znajdowały się nazwiska zawodników tj. Dwain Chambers, Tomasz Majewski Veronica Campbell-Brown, Blanka Vlasić oraz Darja Klishina i to właśnie autografy tych lekkoatletów i lekkoatletek interesowały mnie najbardziej. 

Do Gdańska wyruszyłem w czwartkowy poranek, jednak zbieranie rozpocząłem dopiero dzień później. Razem ze znajomymi kolekcjonerami wybrałem się pod obiekty treningowe mistrzostw, czyli na Gdański AWF. Uzbrojony w białe, pocięte kartki z bloku technicznego (zdjęć nie wywoływałem, bo po co?) oraz pożyczony długopis liczyłem na udane zbiory i zebranie, wyżej wymienionych, perełek. Wszystko zaczęło się bardzo sympatycznie, ponieważ już na samym początku spotkaliśmy Holenderkę Dafne Schippers oraz Amerykankę Cassandrę Tate, których podpisy od razu trafiły do kolekcji. Następnie zebraliśmy autografy od kilku innych zawodników i zawodniczek, w tym od Jenevy McCall, która specjalizuje się w pchnięciu kulą, rzucie dyskiem oraz młotem. No właśnie.. młotem. Trochę się pośmialiśmy, gdy dowiedziała się, że właśnie tak mam na nazwisko. Jej trenerka zrobiła nawet fotkę, gdy Jeneva podpisywała się na naszych kartach. Ciekawe kiedy będzie na fb.

podpis Veroniki Cambell-Brown.
Godziny mijały, a podpisy cały czas trafiały do naszych kolekcji. Przemieszczaliśmy się od hotelu do hotelu, później znowu wróciliśmy pod AWF. Szukaliśmy idealnego rozwiązania. Chyba takiego nie było, nie wiem. Najdłużej czasu spędziliśmy w hotelu, w którym znajdowała się reprezentacja Jamajki. I to właśnie tam udało mi się zebrać autograf Veroniki Campbell-Brown. Tam też zebraliśmy podpis od innych zawodników, m.in. od ... Saddama Husseina. Nie, nie tego, o którym myślicie. Bo jak, przecież on nie żyje. Hussein, którego spotkałem w Gdańsku jest pakistańskim lekkoatletą i chyba nie ma nic wspólnego z tym powieszonym Saddamem. No chyba, że nazwisko i pętelkę w podpisie. Ciekawa sytuacja przytrafiła nam się z jamajskim biegaczem Danem Hyattem, który po prośbie o złożenie autografu powiedział z uśmiechem na twarzy w języku polskim spie****aj - po czym podpisał się na naszych kartach. 

podpis Husseina z pętelką.
Piątkowe zbieranie zakończyliśmy późnym wieczorem.

Następnego dnia znowu zaczęliśmy od wycieczki na AWF. Pod halą treningową dowiedzieliśmy się, że nikogo tam nie ma. Odwróciliśmy się na chwilę i zmierzaliśmy w kierunku wyjścia, po czym do stojącego przy wejściu autobusu wbiegła kilkukrotna medalistka olimpijska Shelly-Ann Frazer-Pryce. Także - dzięki panie ochroniarzu, jesteś całkiem spoko. Jamajki nie udało się już wyciągnąć z busa i po kilku minutach zniknęła nam z oczu. Następnie udaliśmy się pod hotel, gdzie znajdowali się Amerykanie. Zebraliśmy tam kilka podpisów, ale nie takich, na których zależałoby nam najbardziej. Bez medalistów i innych tego typu bzdet. Jakiś czas później zmieniliśmy miejsce i poszliśmy pod miejsce zakwaterowania Polaków i reprezentantów kilku innych krajów. Liczyliśmy na więcej szczęścia niż poprzednio. Wydawało się, że gorzej być już nie może. Doszliśmy do wniosku, że każda decyzja podejmowana przez nas tego dnia była coraz gorsza. Każdy wybór okazywał się mniej zadowalający od poprzedniego. Wizyta pod tym hotelem tylko nas w tym utwierdziła. Udało się co prawda zebrać kilka podpisów, ale pozostawał duży niedosyt, zresztą, jak prawie zawsze. Po przerwie na obiad zdecydowaliśmy się kolejny raz zmienić miejsce oczekiwania na zawodników. Tym razem przemierzyliśmy kilka przystanków autobusem, by znaleźć się pod hotelem Rosjan oraz Brytyjczyków. A wśród nich, jak wiadomo Darja Klishina oraz Dwain Chambers, których autografy były moimi priorytetami podczas tego wyjazdu. Udało się zdobyć podpis tylko od Chambersa. Nie ma co narzekać, dobre i to. Dodatkowo zebraliśmy podpisy m.in. od medalisty olimpijskiego z Londynu Robbiego Grabarza oraz Marii Kuchiny, która wraz z Polką Kamilą Lićwinko zdobyła kilka godzin później złoty medal na hali w Sopocie. Chcieliśmy również wziąć autograf od innej rosyjskiej lekkoatletki, ale na jej pytanie do you know who I am? nikt z nas nie potrafił twierdząco odpowiedzieć, więc się nie udało. Trudno. Chociaż nie, obojętne. Mogliśmy wtedy zacytować Patryka Małeckiego. Szkoda, że najlepsze pomysły przychodzą dopiero po czasie. 

podpis Dwaina Chambersa.
Po krótkim odpoczynku udaliśmy się na wieczorne zbieranie do hotelu, w którym nas jeszcze nie było. Znajdował się on w centrum Gdańska i w sumie nie był na po drodze. Na miejscu całkiem sympatycznie, usiedliśmy sobie na fotelach, oglądaliśmy tv, a także wyczekiwaliśmy na zawodników. W tym hotelu nocowało kilka reprezentacji, w których znajdowali się medaliści olimpijscy, dlatego też nie wyrywaliśmy się do pierwszej lepszej reprezentantki Surinamu czy też innej Syrii, bo nie chcieliśmy zostać z tego hotelu wyproszeni. Jednak, jak to mówią przyszła kryska na Matyska ... czy jakoś tak, zostaliśmy poproszeni o opuszczenie budynku. Na całe szczęście udało się zdobyć kilka cennych podpisów. Na zewnątrz poczekaliśmy na ostatni autobus z zawodnikami i zdobyliśmy autografy od innych właścicieli medali olimpijskich, którzy zamieszkiwali ten hotel. Idealnie.

To był koniec naszego zbierania podczas HMŚ w Sopocie. Całość oceniam pozytywnie, chociaż tak jak mówiłem - pozostaje pewien niedosyt. Ale tylko i wyłącznie z tego powodu, że z moich pięciu początkowych celów, udało się osiągnąć tylko dwa. No cóż, może następnym razem. Jednak liczba 143 wszystkich zdobytych autografów chyba robi wrażenie.

wtorek, 4 marca 2014

19.

Kolejny miesiąc za nami, tak więc pora na kolejne bardzo krótkie, miesięczne podsumowanie. Krótsze niż przewiduje ustawa.

Niestety w lutym nie miałem okazji zbierać osobiście, mogłem jedynie czekać na odpowiedzi z listów, które wysłałem jakiś czas temu. Nie było ich za dużo, ale za to mam stuprocentową skuteczność. Trzy na trzy, masa.

Wśród podpisów uzyskanych drogą listowną jest podpis, o którym pisałem w poprzednim podsumowaniu, tak więc nie będę musiał już czekać na mecz Zaksy z Radomiem, żeby zdobyć go osobiście. Oprócz tego udało się zdobyć autografy od siatkarek i dzięki temu do kolekcji mogę dodać podpisy m.in. Glinki, Ognjenović, Werblińskiej, Sawickiej itd.


Dodatkowo dostałem kilka podpisów z wymian. A wśród nich podpis złotej medalistki z Soczi Dominique Gisin. Szwajcarska narciarka zdobyła złoto w zjeździe. Co ciekawe, wygrała ex aequo ze słoweńską zawodniczką Tiną Maze. Dziwne, prawda? Rozumiem wygrać o 0.003s, ale mieć zupełnie taki sam czas?! Nie ogarniam.

W lutym do mojej kolekcji przybyły 53 autografy. Jednak aż 12 z nich powtarza się z tymi, które zdobyłem w styczniu, no ale co tam. To nie moja wina, że drugi raz dostałem odpowiedź na jeden list. Nie będę płakał, a autografów przecież nie wyrzucę.

Autografy zdobyte w lutym (53):

piłka nożna (7):
Furman, Dominik
Milik, Arkadiusz
Radović, Miroslav
Rząsa, Tomasz
Teodorczyk, Łukasz
Vrdoljak, Ivica
Wszołek, Paweł

siatkówka (45):
Bednarek-Kasza, Agnieszka
Beier, Heike
Bjelica, Ana
Bołądź, Bartłomiej
Ciaszkiewicz-Lach, Karolina
Czypiruk-Solarewicz, Monika
Filipowicz, Paweł
Gajgał-Anioł, Katarzyna
Glinka-Mogentale, Małgorzata
Grejman, Anna
Grzechnik, Bartłomiej
Gutkowski, Kamil
Horka, Helena
Kamiński, Adam
Kędzierski, Michał
Kooistra, Wytze
Kowalińska, Izabela
Kowalski, Adam
Krzos, Aleksandra
Lis, Małgorzata
Łyszkiewicz, Koleta
Mirek, Joanna
Mróz, Katarzyna
Muhlsteinova, Lucie
Neroj, Bartłomiej
Nikić, Danijela
Ognjenović, Maja
Ostrowski, Michał
Pelc, Sylwia
Piovarci, Jozef
Prokop, Joanna
Prygiel, Robert
Raczyńska, Justyna
Radomski, Jakub
Sawicka, Agata
Sobolska, Dominika
Stępień, Wojciech
Strózik, Natalia
Szymańska, Marta
Trojan, Aleksandra
Wachnik, Jakub
Werblińska, Anna
Westphal, Dirk
Wilk, Dorota
Wójtowicz, Mariola

narciarstwo alpejskie (1):
Gisin, Dominique

Pozdro!

poniedziałek, 24 lutego 2014

18.

Znowu po długiej przerwie, ale tak już jest i pewnie będzie. Zmieniam temat. No bo przecież ile można pisać o tym, jak zbierałem podpisy za bajtla? Zresztą chyba już nie mam żadnej opowieści z młodości do przekazania. Są jeszcze jakieś kompromitujące zdjęcia, no ale tego w najbliższym czasie nie będzie. Wrócę jeszcze kiedyś do tego, jak i co zbierałem osobiście, bo trochę tego było, ale na razie zrobię sobie przerwę i zmienię temat. Nie, nie na Zakopane. Bo wiecie, że tam byłem, prawda?

W sumie ciężko było mi się zebrać, żeby cokolwiek napisać.. Tak to już mam, niestety. Jak nie mam wolnego czasu to nie piszę. Jak mam go zdecydowanie za dużo to jest to samo, co poradzić. 

Zresztą teraz też nie będę za dużo pisał.

Porobiłem trochę skanów, więc miałem w czym wybierać. Raul grał co prawda w Realu i Schalke, no ale szanuję gościa. Trochę sobie w tę piłkę pograł, nie ma co mu zabierać. Wystąpił w 550 meczach w barwach Realu Madryt. Razem z Królewskimi wygrał sześć razy ligę hiszpańską, trzy razy triumfował w Lidze Mistrzów, dodatkowo wygrał całe mnóstwo innych trofeów, których nie sposób wymienić z pamięci. Dla zainteresowanych - jego metryczka jest na wikipedii i na milionie innych stron. 

Na deser jego bramka. Troszkę ośmieszył swoich przeciwników, nie ma co. I dobrze, bo byli z FC Koeln.


czwartek, 13 lutego 2014

17.

Wychowywanie się w czasach, gdy drużyna z Twojego miasta odnosi swoje największe sukcesy jest czymś wspaniałym. Serio, będąc dzieckiem nie można sobie wyobrazić niczego lepszego.

W młodości każdy miał swojego idola. Każdy miał kogoś kogo lubił i zawsze mu kibicował, choćby nie wiem co. Zazwyczaj tym kimś był sportowiec oglądany w telewizji, sportowiec odnoszący sukcesy na światowych boiskach. Pewnie większość moich rówieśników jarało się wtedy brazylijskim Ronaldo, tym jedynym, prawdziwym Ronaldo. Był też Patrick Kluivert, Juergen Klinsmann, a także wielu innych, których mogę tutaj wymieniać, ale nie w tym sens. Też się nimi jarałem, zresztą dalej się jaram. Grali świetnie, nie ma o czym gadać. Jednak największą wartość z tamtych czasów mają wspomnienia związane z moim miastem, a przede wszystkim z siatkarską drużyną z tamtego okresu. 

Mostostal Azoty Kędzierzyn-Koźle swój pierwszy złoty medal zdobył w 1998 roku. Miałem wtedy zaledwie osiem lat i wydaje mi się, że nie za bardzo wiedziałem wtedy co to takiego ta cała siatkówka. Co tak na serio takie dziecko może o tym wiedzieć? Po tych wydarzeniach zainteresowałem się tym trochę bardziej. Wspólnie z bratem śledziłem wyniki Mostostalu, czasami nawet udało nam się wybrać na mecz. Często jednak było nam za mało siatkarskich emocji i sami graliśmy w siatkówkę. Chociaż granie to za dużo powiedziane, bo naszym boiskiem był pokój, a naszą siatką był ... materac.

z Robertem Benkiem Szczerbaniukiem, 2002r.
Drugie złoto przyszło w roku 2000, trzecie rok później i tak kolejno rok po roku do piątego mistrzostwa w 2003. Przez te kilka lat, na parkiecie kędzierzyńskiej hali miałem okazję widzieć najlepszych siatkarzy w naszym kraju. Udało się też zebrać kilka podpisów od moich ulubieńców. Ba, od moich idoli! Nie boję się tego powiedzieć. Musielak, Papke, Świderski, Prus, Szczerbaniuk, Serafin, a także reszta siatkarzy tworzących mistrzowską drużyną była moimi idolami. Co więcej, byli idolami praktycznie każdego dzieciaka w moim mieście.

Od tamtych czasów, kędzierzyńska siatkówka przeżywała wzloty i upadki. Tamtejszych sukcesów nie udało się już powtórzyć. Były co prawda dwa srebrne medale, był również jeden brązowy, ale cały czas czekamy na ten najcenniejszy. Czekamy na złoto i powrót na siatkarski tron. Rok temu było bardzo blisko - wszyscy wiemy, jak się skończyło, kiepsko. W tym roku, będąc szczerym, będzie ciężko zdobyć złoto. Jednak wierzę. Wierzę ja i wierzą inni kibice, którzy w przeciwieństwie do mnie chodzą na mecze i dopingują Zaksę co tydzień.

Tak, wzięło mnie na wspomnienia.

piątek, 7 lutego 2014

15.

Jakiś czas temu opowiedziałem o tym do kogo wysłałem swój pierwszy samodzielny list z prośbą o autograf. Jednak to nie była moja pierwsza styczność ze zbieraniem podpisów. Tak, jak zapowiadałem. Kiedyś, jak byłem małym brzdącem tata zabrał mnie na mecz Orłów Górskiego. Nie pamiętam dokładnie jaki był wynik. Pamiętam za to, że zbieraliśmy wtedy zebrać parę autografów. Robert Gadocha, Lesław Ćmikiewicz, wtedy te nazwiska za dużo mi nie mówiły, nie wiedziałem co osiągnęli w piłce, ale wiedziałem, że było to coś ważnego. Zresztą z całego tego wydarzenia mam tylko przebłyski, więc może wtedy ogarniałem więcej niż teraz mi się wydaje. 

Przypomniałem nazwiska Gadochy i Ćmikiewicza, ponieważ to właśnie ich autografy mogłem włączyć do kolekcji w późniejszych latach. Będąc bardziej dokładnym - do dnia dzisiejszego ostał się jedynie podpis tego drugiego. Niestety, podpis pana Roberta został sprzedany kilka lat temu podczas wyprzedaży

kartka z podpisem Lesława Ćmikiewicza.
Niestety więcej o tym meczu, a także całej jego otoczki nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Przepraszam.

Moje drugie podejście do zbierania autografów osobiście miała miejsce w Wiśle. W miejscowości, w której polskie drużyny ligowe przygotowywały się do nadchodzących rozgrywek i rozgrywały spotkania sparingowe. Miałem szczęście, że w czasie kiedy Widzew Łódź był na obozie w Wiśle, ja byłem właśnie tam na koloni. Byłem chyba wtedy po drugiej klasie podstawówki. Przytaczanie mojego wieku ma sens, ponieważ bycie w młodszej grupie nie pozwalało mi wybrać się na mecz Widzewa. Było mi bardzo przykro z tego powodu, bo strasznie się napaliłem. W łódzkiej drużynie występował wtedy Marek Citko. Gość, który strzelił bramkę Anglikom na Wembley i Brazylii. Tej wielkiej, uwielbianej przez wszystkich Brazylii, szacun! Po czasie okazało się jednak, że Citki nie było w Wiśle. Chyba z powodu ślubu,  nie wiem. Zresztą mało ważne. Do rzeczy - kilka dni przed samym meczem, gdy dowiedziałem się, że nie będę mógł pójść na mecz, zadzwoniłem do rodziców. Powiedziałem im, żeby przyjechali mnie odwiedzić, bo się stęskniłem. Tylko, że mają przyjechać w ten dzień, żaden inny. Tęsknota, dobra podpucha co nie? Ale cichutko, może tego nie czytają. 

W każdym bądź razie, przyjechali. Szybko udało mi się ich namówić do pójścia na mecz. Miało się wtedy siłę perswazji, co nie? Po drodze na boisko kupiłem dwie kartki pocztowe, które miałem wysłać następnego dnia jednej i drugiej babci. Niestety, kartki poświęciłem na autografy. Przed meczem udało mi się zebrać podpisy rezerwowych graczy Widzewa. Wśród nich był m.in. Marcin Zając. Nikogo więcej z ławki nie pamiętam. Kilka lat temu znalazłem w internecie kadrę z tego spotkania, ale teraz już jej nie ma. No chyba, że nie umiem jej teraz znaleźć. W każdym bądź razie kiepsko. 

kartka pocztowa z podpisami piłkarzy Widzewa.
Pamiętam jeszcze, że przed meczem chciałem zebrać jeszcze podpis od trenera Widzewiaków, ale ten niestety mi odmówił. Mecz sparingowy z jakąś czeską drużyną był ważniejszy od poświęcenia kilku sekund małemu gówniarzowi, który prosił o podpis, proste. Po meczu bałem się już do niego podejść. I do tej pory nie wiem kto to był. Chwilę po zakończeniu spotkania poszedłem natomiast zbierać autografy od zawodników, a wśród nich był m.in. Radosław Michalski, Dariusz Dudek, Shingi Kawondera oraz ... Radosław Majdan. Do tej pory zastanawiam się co on wtedy tam robił, no ale to nie jest ważne. Dzięki temu mam teraz te zajebiste zdjęcie. Proszę, nie komentujcie mojego ubioru. Keta na wierzchu, maksi-king/podkoszulek i czapka Miami Dolphins mówią same za siebie.

zdjęcie z Radkiem Majdanem, 1999r.
Jak ktoś potrafi rozszyfrować podpisy piłkarzy Widzewa to nie krępujcie się, piszcie. Dziękuję.

sobota, 1 lutego 2014

14.

Dawno mnie tu nie było, więc pewnie się zastanawialiście czemu nic nie piszę.. Ta, na bank. Sesja i te sprawy, wiecie. Plus oczywiście lenistwo, co poradzić. Okej, to do rzeczy. Miesiąc się skończył, więc pora na jakieś króciutkie podsumowanie.

Początek miesiąca nie zapowiadał się zbyt ciekawie. Chodzi mi głównie o to, że nie robiłem praktycznie nic, by zwiększyć kolekcję. No bo po co? Im mniej tym lepiej. Jednak szybko się zreflektowałem i poszedłem po rozum do głowy. Wysłałem nawet kilka listów! Ten miesiąc przeszedł do historii. Był to miesiąc "... który możemy zapisać we wszelkich możliwych encyklopediach...", jak to mawiał Tomasz Burnos. Tylko, że on mówił o hattricku Cristiano Ronaldo, no ale to nie jest akurat takie ważne.

Oprócz wysyłania listów pozbierałem trochę osobiście. Byłem w Zakopanem, ale to już wiecie, bo już o tym pisałem. Jednak z racji tego, że jestem dość monotematyczny to piszę jeszcze raz - byłem w Zakopanem. Później przyszła odpowiedź na jeden z listów, a w niej kilka ciekawych podpisów. Jednak nie było tego, na który liczyłem najbardziej. Szkoda, może kiedy indziej uda się zebrać osobiście.



Oprócz wyżej wspomnianej wizyty u skoczków, osobiście zbierałem również siatkarzy. Tym razem nie w Kędzierzynie, ale w Bełchatowie. Chociaż nie wiem czy można to nazwać zbieraniem, bo po pierwsze pojechałem tam na mecz, a po drugie ze zbieraniem kiepsko. Chociaż z drugiej strony z tym meczem też kiepsko, bo Zaksa dostała straszne lanie. Jednak wyjazd sam w sobie był udany. Towarzystwo dobre, to i słaby wynik meczu można przeboleć. Tak, podlizuję się. A co do samego zbierania to udało się złapać Andrzeja Wronę, Jędrzeja Maćkowiaka, Nicolasa Uriarte oraz Samuela Tuię.


Aha, bo zapomniałem.. W międzyczasie dostałem jeszcze autografy skoczków. Chociaż nie, nie dostałem, ale wymieniłem za piwo. Tak wiem, nie opłacało mi się.


Wszystkie zdobyte autografy w styczniu (42)

siatkówka (17):
Bołądź, Bartłomiej
Filipowicz, Paweł
Grzechnik, Bartłomiej
Gutkowski, Kamil
Kamiński, Adam
Maćkowiak, Jędrzej
Neroj, Bartłomiej
Ostrowski, Michał
Piovarci, Jozef
Prygiel, Robert
Radomski, Jakub
Stępień, Wojciech
Tuia, Samuel
Uriarte, Nicolas
Wachnik, Jakub
Westphal, Dirk
Wrona, Andrzej

skoki narciarskie (25):
Biegun, Krzysztof
Bijekenov, Kajrat
Dellasega, Roberto
Diethart, Thomas
Freitag, Richard
Korolev, Alexey
Kot, Maciej
Kraus, Marinus
Kubacki, Dawid
Matura, Jan
Miętus, Krzysztof
Niemela, Pekka
Pchelinstsev, Alexey
Pointner, Alexander
Prevc, Peter
Sabirzhan, Muminov
Schuster, Werner
Sokolenko, Konstantin
Stoch, Kamil
Tepes, Jurij
Widhoelzl, Andreas
Zhaparov, Marat
Ziobro, Jan
Zografski, Vladimir
Zupan, Matjaż

Okej, lecę robić skany.

niedziela, 19 stycznia 2014

13.

Chciałem zrobić wszystko, żeby ten trzynasty wpis i temat, którego będzie dotyczył nie był zbyt pechowy. Niestety moja piątkowa wyprawa nie była zbyt udana pod względem kolekcjonerskim. Oczywiście mogło być gorzej, ale to nie tak miało wyglądać.

Do Zakopanego wybrałem się wraz z dwójką znajomych kolekcjonerów. Z Kamilem i Łukaszem znam się od kilku lat i z każdym z nim już zbierałem, dlatego też wyjazd na skoki zapowiadał się interesująco. Z opowieści Łukasza, który w Zakopanem już zbierał zapowiadało się również obiecująco, dlatego każdy z nas wywołał sobie fotki prawie każdego ze skoczków.


Pierwszym naszym błędem był wyjazd z Krakowa o 4:40. Kompletny brak snu udzielał mi się później przez cały dzień, ale to nie jest akurat ważne w tej opowieści. Zaraz po przyjeździe do Zakopanego udaliśmy się pod hotel Hyrny, w którym to zazwyczaj przebywali zawodnicy. Pod ośrodkiem musiałem trochę ogarnąć japki skoczków, ale po chwili mi się odechciało i schowałem zdjęcia do kieszeni. Pomysł, żeby iść akurat tam okazał się naszym drugim błędem. Dopiero po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że zawodnicy tym razem mieli przebywać w Centralnym Ośrodku Sportu, który znajdował się bliżej skoczni. Pod COS'em, a dokładniej pod bramą, która znajdowała się jakieś 100m od wejścia dowiedzieliśmy się, że skoczków jeszcze tam nie ma. Także spoko, czekaliśmy już trochę to poczekamy jeszcze.


Zbieranie na bramie jest bardzo ciężkie, bo nie każdy zawodnik się zatrzymuje. Tak samo, jak nie każdy skoczek chce otworzyć okno w samochodzie i się podpisać, pozdro Klimek. Do tego większość ekip jeździła busami. Także już wtedy nie zapowiadało się to za dobrze. Przez kilkadziesiąt minut ze zmiennym szczęściem udawało nam się łapać zawodników, którzy wjeżdżali przez bramę. Co prawda, gdy jechał jakiś Polak to ochroniarz zwlekał z podniesieniem szlabanu, aż ten zawodnik nie podpisze wszystkich zdjęć, ale tak czy siak nie każdy z zawodników chciał się podpisywać, pozdro Klimek. Maciej Kot, Krzysztof Biegun i Krzysztof Miętus podpisali się bez problemu. Ten ostatni dał nawet swoją kartę. Co innego Dawid Kubacki, który dopiero za trzecim przejazdem przez bramę postanowił otworzyć okno i dać kilka autografów. Innych skoczków udało się zebrać tylko dzięki temu, że wychodzili sobie na spacer, bądź też na krótkie przebieżki. Do czasu pierwszego treningu wzięliśmy podpis od całej kadry Kazachstanu. Cel dnia wykonany! Przecież nie codziennie ma się okazje brać autograf od gwiazd takich jak: Muminov Sabirzhan, Alexey Pchelinstsev, Marat Zhaparov, Konstantin Sokolenko, Alexey Korolev i Kajrat Bijekenov. No po prostu klasa sama w sobie. Na spacer wyszedł jeszcze Jan Matura, Vladimir Zografski oraz Roberto Dellasega. Tzn. chodził sobie tam ktoś jeszcze, ale dopiero po czasie w tych osobach rozpoznaliśmy reprezentanta Estonii i paru innych skoczków. Dodatkowo kilka podpisów zebraliśmy dzięki temu, że zawodnicy oraz trenerzy wybrali się pod skocznie na nogach. I tak nasze zdjęcia podpisał: Matjaż Zupan, Werner Schuster oraz Marinus Kraus. Pozostali niemieccy zawodnicy konsekwentnie nam odmawiali. Wyglądało to tak jakbyśmy prosili ich o nerkę, bądź też o milion kolubijskich pesos. Najlepszy był i tak Alexander Wank, który traktował nas niczym powietrze. Spoko, nie to nie, ale i tak pozdro Klimek. Na białych kartach pocztowych podpisał nam się jeszcze trener Finów Pekka Niemela oraz Andreas Widhoelzl.

Z racji tego, że nasze łowy nie były zbyt duże postanowiliśmy zostać i próbować łapać zawodników po kwalifikacjach. Był to nasz trzeci błąd tego dnia. Zdecydowanie ten największy. Dlaczego? Bo do końca dnia nie udało już się zebrać nikogo. Nie tak to miało wyglądać.



Pekka Niemela






Andreas Widhoelzl



Tymcza!

środa, 15 stycznia 2014

12.

Kolekcjonowanie autografów to nie tylko wysyłanie listów, ale przede wszystkim zbieranie ich osobiście. Kurde, ale poleciałem banałem.. No, ale pomińmy. Każdy z kolekcjonerów zwiększa swoje zbiory właśnie w ten sposób. No przynajmniej chciałby, bo nie każdy ma na to szanse. Ktoś mieszka za daleko.. Ktoś jest za młody.. Komuś nie chce się wywoływać zdjęć, a białych kart pocztowych już nie ma na poczcie i nie odkrył jeszcze bloku technicznego. Powody są różne, ale większości z nas jednak to się udaje.

Podczas takich zbiorów wielokrotnie zdarzają się ciekawe sytuacje, rozmawia się też na wiele interesujących tematów. Nie tylko ze znajomymi kolekcjonerami, z którymi akurat się zbiera, ale również z samymi sportowcami. W mojej przygodzie z autografami zdarzało mi się zbierać osobiście kilka razy. Nie było tego dużo, ale każde miało swój urok i każde wspominam z uśmiechem na ustach. No dobra, może nie każde, bo puste przeloty nie są zbyt miłe.

Wspomniałem o zbieraniu osobiście, ponieważ ostatnio trochę sobie powspominałem i spisałem kilka moich przygód z tym związanych. Dzisiaj ich jeszcze nie udostępnię, ponieważ do każdej historii potrzebne są zdjęcia i skany, których po prostu na razie nie mam. Będą, obiecuję.

Jednak zanim to nastąpi zdam relację z Zakopanego. Wybieram się tam w piątek, trzymajcie kciuki!


A jak już jesteśmy przy Zakopanem i skokach to dzisiaj podpis jednego ze skoczków. Co prawda Martin Koch w tym roku za dużo nie skacze, no ale to nie jest akurat ważne. Nie będę się za dużo rozpowiadał co Austriak osiągnął, bo nie ma sensu. Jak ktoś nie wie to może sobie sprawdzić na wikipedii, polecam.

Dzisiaj krótko.

Tymcza!

sobota, 11 stycznia 2014

11.

Przychodzi czasami taki moment, że się nie chce. A nawet jak się chce to nie można nic zrobić, żeby coś napisać czy też wziąć się w garść i zrobić coś pożytecznego. Jeżeli chodzi o kolekcjonerstwo to miałem kilka momentów, że po prostu mi się nie chciało. Olewałem zupełnie wszystko co było z tym związane. Nawet przychodzące listy nic nie zmieniały. Sytuacja wyglądała tak, że rozdzierałem kopertę, wyjmowałem podpis, odznakę, cokolwiek, mówiłem "o fajnie", no i sru, wszystko lądowało w szafce. Przyjmowałem to zupełnie bez emocji, było mi to kompletnie obojętne. Nie wspominam tego najlepiej, bo w tym okresie wyprzedałem znaczącą część swojej kolekcji.

Tak, żałuję tego. No ale co poradzić, hajs musiał się zgadzać. No i tym sposobem sprzedałem mnóstwo podpisów. Z kolekcji odleciał Platini, Sneijder, Heitinga, Dempsey, Dudek, Ledwoń, Smuda i wiele, wiele innych. Nawet poleciały dwie koszulki. No cóż, życie. Trzeba powolutku odbudowywać kolekcję.

Na całe szczęście podczas chyba dwukrotnej wyprzedaży, zostawiłem sobie podpisy związane z Gladbach, Bundesligą oraz te które zebrałem osobiście. Dzięki temu nie mam braków w głównych profilach kolekcji.

Dobra, ponarzekałem trochę. Teraz pora przelać trochę optymizmu. Hmm.. Tylko jak?


Gdy Hanke przychodził do Gladbach to większość kibiców tego klubu witała go hasłem: „Mike Hanke? Nein, danke!”. Muszę się przyznać, że byłem tego samego zdania. Jakoś nigdy mnie ten zawodnik do siebie nie przekonywał. Na początku jego pobytu w Borussii w każdym spotkaniu marnował milion sytuacji. Zresztą to tak jak ja, podczas gierek na orliku. I to w pewnym sensie dlatego go polubiłem. W sytuacjach podbramkowych był swego rodzaju ciapą, ale potrafił za to dobrze się ustawić czy też idealnie dograć do partnera. Strzelił też kilka bramek, nawet takich ważnych, np. w derbowym spotkaniu z Kolonią. A bramka przeciwko Schalke - miód malina!

Posiadam jego podpisy na karcie oraz na zdjęciach w barwach Gladbach, ale do tej pory nie udało mi się zeskanować tych autografów. Może będą w późniejszym czasie. Dzisiaj tylko w barwach Hannoweru.

Tymcza!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

10.

Nie było mnie tu chwilę, no ale wiecie Nowy Rok i te sprawy, trochę mnie poniosło. Jednak nie próżnowałem, ponieważ miałem okazję porozmawiać z Adamem Swaczyną, o którym króciutko wspomniałem w podsumowaniu, które napisałem tydzień temu. Adam gra na libero w PlusLidze, a dokładniej w drużynie BBTS-u Bielsko-Biała. Pomyślałem więc sobie - a zadam mu kilka pytań, zobaczymy co z tego wyjdzie, najwyżej obaj stracimy trochę czasu, którego praktycznie nie mamy. No dobra, ja mam, on niekoniecznie.

 
Pogadaliśmy w sumie o wszystkim. Nie zabrakło również wątku autografów, ale głównie siedzieliśmy jednak w temacie siatkówki. Adam wypowiedział się o założeniach jego zespołu na kolejną rundę, opowiedział o tym, jak grało się w Kielcach i jak gra się obecnie w Bielsku oraz o tym czy rozważa grę w zagranicznym klubie. Swaczek ocenił PlusLigę oraz pierwszą rundę sezonu zasadniczego. Chcecie wiedzieć jak? - to czytajcie:
W pierwszej rundzie, czołowe zespoły, które wiodły prym w poprzednich latach w dalszym ciągu utrzymują swój bardzo wysoki poziom. To, kto będzie wysoko w tabeli można było przewidzieć po ruchach transferowych poszczególnych drużyn. Najrówniejszy poziom prezentuje chyba Resovia, która jest liderem ligi. Z bardzo dobrej strony pokazał się zespół z Radomia. Czarni wygrali kilka ciężkich meczy, w których byli skazywani na porażkę. Pierwsza runda w naszym wykonaniu nie była najgorsza. Jednak pozostaje pewien niedosyt, bo mogliśmy zdobyć więcej punktów, przynajmniej w dwóch meczach. 

Macie jakieś założenia przed rewanżami? Myślicie o play-offach?
W tej chwili koncentrujemy się na każdym następnym meczu. Gra w play-offach byłaby dla nas dużym osiągnięciem, wszystko jest jeszcze możliwe. Obecnie, aby myśleć o play-offach musimy grać lepiej i wygrać dużo więcej spotkań niż w pierwszej rundzie.

BBTS to Twój drugi zespół, z którym grasz w PlusLidze, drugi z którym awansowałeś do najwyższej klasy rozgrywkowej. Jak oceniasz lata spędzone w Farcie Kielce i te teraz w Bielsku?
W Farcie swoją drogę do PlusLigi zaczynaliśmy od II ligi. Przychodząc do Kielc wiedziałem, że powstaje tam drużyna chcąca awansować do I ligi. W pierwszym sezonie na zapleczu Plusligi, jako beniaminek zagraliśmy dobry sezon, a dzięki wygranej z Treflem Gdańsk, w piątym meczu finałowym wywalczyliśmy awans. Wszyscy, którzy interesowali się wtedy tymi spotkaniami pamiętają pewnie czwarty set ostatniego meczu, który udało nam się wygrać 42:40. W sezonach kiedy Fart grał w PlusLidze występowało tam kilku doświadczonych zawodników. Nie tylko ci znani z polskich parkietów, ale również tacy, którzy mieli za sobą sukcesy w światowej i europejskiej siatkówce. Zarówno grając w Kielcach, jak i Bielsku-Białej, miałem okazję grać w grupie bardzo ambitnych ludzi. Zespół z Bielska, w jakim grałem w poprzednim sezonie był naprawdę bardzo mocny. Ostatecznie zajęliśmy drugie miejsce, przegrywając jedynie z mocną drużyną Czarnych Radom. Atmosfera w zespole była naprawdę bardzo dobra. Mieliśmy młodszych i starszych zawodników, jednak wszyscy świetnie się dogadywali, a nasza współpraca zaowocowała awansem do PlusLigi.

A jak oceniasz PlusLigę na przestrzeni tych kilku lat?
Liga w tej chwili jest zdecydowanie silniejsza niż jeszcze kilka lat temu. Teraz rozgrywki PlusLigi przyciągają ogromną rzeszę kibiców. W wielu wywiadach znakomici zagraniczni zawodnicy bardzo dobrze mówią o polskiej siatkówce oraz rozgrywkach PlusLigi. Większość z nich chciałoby w niej zagrać. Już teraz w PlusLidze występują siatkarze światowego formatu, a polskie zespoły odnoszą sukcesy na międzynarodowej arenie. Pierwsza runda obecnego sezonu przyniosła wiele niespodzianek, co niewątpliwie wpływa na atrakcyjność ligi.

Załóżmy tak czysto hipotetycznie - dostajesz ofertę z klubu zagranicznego, dajmy na to z ligi francuskiej, co robisz? Łatwo byłoby Cię namówić do wyjazdu z Polski?
Na taką decyzję składa się kilka czynników. Wiele jednak zależy od tego, jakie możliwości pojawią się w Polsce. Wyjazd za granicę wydaje się być interesującą przygodą, ale z drugiej strony w kraju zostawia się rodzinę oraz znajomych. Konieczność zmiany miejsca zamieszkania wiąże się z zawodem sportowca. Myślę więc, że powinno się wybierać ofertę atrakcyjną pod względem sportowym. Na razie nie myślę o zmianie otoczenia. W tym sezonie gram w Bielsku-Białej i jestem bardzo zadowolony. W drużynie panuje dobra atmosfera, a Bielsko to fajne miejsce do życia.

Można powiedzieć, że siatkarz PlusLigi jest rozpoznawalną osobą, która często napotyka się na fanów proszących o autografy. Zaliczasz się do tego grona? Często dostajesz prośby o złożenie swojego podpisu?
Takie sytuacje mają miejsce po meczach. Czasami ktoś, tak jak Ty, zbiera autografy i poprosi o podpisanie plakatu czy zdjęcia. Mam tylko 176 cm wzrostu, więc mało kto mógłby pomyśleć, że gram w siatkówkę. Domyślam się, że to właśnie z tego powodu rzadko kiedy ktoś rozpoznaje mnie poza halą i poza Bielskiem.

Zdarzają się inne prośby, np. o koszulki?
Takie prośby zdarzają się bardzo często. Ludzie chyba bardziej lubią koszulki. Ja osobiście chciałbym dać taką koszulkę każdemu, kto o nią poprosi. Niestety, aby było to możliwe musiałbym dostawać o wiele więcej kompletów.

Jak podchodzisz do takich próśb?
Jest mi bardzo miło z tego powodu. Sam kiedyś bardzo się cieszyłem, gdy dostawałem koszulkę lub autograf od jakiegoś zawodnika.
---
To byłoby chyba na tyle. Zapytałem jeszcze Adama o to czy zdarzało mu się kiedyś podpisywać na różnych dziwnych rzeczach czy częściach ciała, typu kobiecych biustach, no ale nic takiego nie miało miejsca. Ale może to i dobrze, bo jego dziewczyna mogłaby źle zareagować.

Z tego miejsca krzesła przed komputerem, chciałbym jeszcze raz podziękować Adamowi za rozmowę, a także za zebranie podpisów od kolegów z drużyny. No i za koszulkę, dzięki!

A poniżej reszta podpisów siatkarzy z Bielska.







Tymcza!