niedziela, 19 stycznia 2014

13.

Chciałem zrobić wszystko, żeby ten trzynasty wpis i temat, którego będzie dotyczył nie był zbyt pechowy. Niestety moja piątkowa wyprawa nie była zbyt udana pod względem kolekcjonerskim. Oczywiście mogło być gorzej, ale to nie tak miało wyglądać.

Do Zakopanego wybrałem się wraz z dwójką znajomych kolekcjonerów. Z Kamilem i Łukaszem znam się od kilku lat i z każdym z nim już zbierałem, dlatego też wyjazd na skoki zapowiadał się interesująco. Z opowieści Łukasza, który w Zakopanem już zbierał zapowiadało się również obiecująco, dlatego każdy z nas wywołał sobie fotki prawie każdego ze skoczków.


Pierwszym naszym błędem był wyjazd z Krakowa o 4:40. Kompletny brak snu udzielał mi się później przez cały dzień, ale to nie jest akurat ważne w tej opowieści. Zaraz po przyjeździe do Zakopanego udaliśmy się pod hotel Hyrny, w którym to zazwyczaj przebywali zawodnicy. Pod ośrodkiem musiałem trochę ogarnąć japki skoczków, ale po chwili mi się odechciało i schowałem zdjęcia do kieszeni. Pomysł, żeby iść akurat tam okazał się naszym drugim błędem. Dopiero po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że zawodnicy tym razem mieli przebywać w Centralnym Ośrodku Sportu, który znajdował się bliżej skoczni. Pod COS'em, a dokładniej pod bramą, która znajdowała się jakieś 100m od wejścia dowiedzieliśmy się, że skoczków jeszcze tam nie ma. Także spoko, czekaliśmy już trochę to poczekamy jeszcze.


Zbieranie na bramie jest bardzo ciężkie, bo nie każdy zawodnik się zatrzymuje. Tak samo, jak nie każdy skoczek chce otworzyć okno w samochodzie i się podpisać, pozdro Klimek. Do tego większość ekip jeździła busami. Także już wtedy nie zapowiadało się to za dobrze. Przez kilkadziesiąt minut ze zmiennym szczęściem udawało nam się łapać zawodników, którzy wjeżdżali przez bramę. Co prawda, gdy jechał jakiś Polak to ochroniarz zwlekał z podniesieniem szlabanu, aż ten zawodnik nie podpisze wszystkich zdjęć, ale tak czy siak nie każdy z zawodników chciał się podpisywać, pozdro Klimek. Maciej Kot, Krzysztof Biegun i Krzysztof Miętus podpisali się bez problemu. Ten ostatni dał nawet swoją kartę. Co innego Dawid Kubacki, który dopiero za trzecim przejazdem przez bramę postanowił otworzyć okno i dać kilka autografów. Innych skoczków udało się zebrać tylko dzięki temu, że wychodzili sobie na spacer, bądź też na krótkie przebieżki. Do czasu pierwszego treningu wzięliśmy podpis od całej kadry Kazachstanu. Cel dnia wykonany! Przecież nie codziennie ma się okazje brać autograf od gwiazd takich jak: Muminov Sabirzhan, Alexey Pchelinstsev, Marat Zhaparov, Konstantin Sokolenko, Alexey Korolev i Kajrat Bijekenov. No po prostu klasa sama w sobie. Na spacer wyszedł jeszcze Jan Matura, Vladimir Zografski oraz Roberto Dellasega. Tzn. chodził sobie tam ktoś jeszcze, ale dopiero po czasie w tych osobach rozpoznaliśmy reprezentanta Estonii i paru innych skoczków. Dodatkowo kilka podpisów zebraliśmy dzięki temu, że zawodnicy oraz trenerzy wybrali się pod skocznie na nogach. I tak nasze zdjęcia podpisał: Matjaż Zupan, Werner Schuster oraz Marinus Kraus. Pozostali niemieccy zawodnicy konsekwentnie nam odmawiali. Wyglądało to tak jakbyśmy prosili ich o nerkę, bądź też o milion kolubijskich pesos. Najlepszy był i tak Alexander Wank, który traktował nas niczym powietrze. Spoko, nie to nie, ale i tak pozdro Klimek. Na białych kartach pocztowych podpisał nam się jeszcze trener Finów Pekka Niemela oraz Andreas Widhoelzl.

Z racji tego, że nasze łowy nie były zbyt duże postanowiliśmy zostać i próbować łapać zawodników po kwalifikacjach. Był to nasz trzeci błąd tego dnia. Zdecydowanie ten największy. Dlaczego? Bo do końca dnia nie udało już się zebrać nikogo. Nie tak to miało wyglądać.



Pekka Niemela






Andreas Widhoelzl



Tymcza!

środa, 15 stycznia 2014

12.

Kolekcjonowanie autografów to nie tylko wysyłanie listów, ale przede wszystkim zbieranie ich osobiście. Kurde, ale poleciałem banałem.. No, ale pomińmy. Każdy z kolekcjonerów zwiększa swoje zbiory właśnie w ten sposób. No przynajmniej chciałby, bo nie każdy ma na to szanse. Ktoś mieszka za daleko.. Ktoś jest za młody.. Komuś nie chce się wywoływać zdjęć, a białych kart pocztowych już nie ma na poczcie i nie odkrył jeszcze bloku technicznego. Powody są różne, ale większości z nas jednak to się udaje.

Podczas takich zbiorów wielokrotnie zdarzają się ciekawe sytuacje, rozmawia się też na wiele interesujących tematów. Nie tylko ze znajomymi kolekcjonerami, z którymi akurat się zbiera, ale również z samymi sportowcami. W mojej przygodzie z autografami zdarzało mi się zbierać osobiście kilka razy. Nie było tego dużo, ale każde miało swój urok i każde wspominam z uśmiechem na ustach. No dobra, może nie każde, bo puste przeloty nie są zbyt miłe.

Wspomniałem o zbieraniu osobiście, ponieważ ostatnio trochę sobie powspominałem i spisałem kilka moich przygód z tym związanych. Dzisiaj ich jeszcze nie udostępnię, ponieważ do każdej historii potrzebne są zdjęcia i skany, których po prostu na razie nie mam. Będą, obiecuję.

Jednak zanim to nastąpi zdam relację z Zakopanego. Wybieram się tam w piątek, trzymajcie kciuki!


A jak już jesteśmy przy Zakopanem i skokach to dzisiaj podpis jednego ze skoczków. Co prawda Martin Koch w tym roku za dużo nie skacze, no ale to nie jest akurat ważne. Nie będę się za dużo rozpowiadał co Austriak osiągnął, bo nie ma sensu. Jak ktoś nie wie to może sobie sprawdzić na wikipedii, polecam.

Dzisiaj krótko.

Tymcza!

sobota, 11 stycznia 2014

11.

Przychodzi czasami taki moment, że się nie chce. A nawet jak się chce to nie można nic zrobić, żeby coś napisać czy też wziąć się w garść i zrobić coś pożytecznego. Jeżeli chodzi o kolekcjonerstwo to miałem kilka momentów, że po prostu mi się nie chciało. Olewałem zupełnie wszystko co było z tym związane. Nawet przychodzące listy nic nie zmieniały. Sytuacja wyglądała tak, że rozdzierałem kopertę, wyjmowałem podpis, odznakę, cokolwiek, mówiłem "o fajnie", no i sru, wszystko lądowało w szafce. Przyjmowałem to zupełnie bez emocji, było mi to kompletnie obojętne. Nie wspominam tego najlepiej, bo w tym okresie wyprzedałem znaczącą część swojej kolekcji.

Tak, żałuję tego. No ale co poradzić, hajs musiał się zgadzać. No i tym sposobem sprzedałem mnóstwo podpisów. Z kolekcji odleciał Platini, Sneijder, Heitinga, Dempsey, Dudek, Ledwoń, Smuda i wiele, wiele innych. Nawet poleciały dwie koszulki. No cóż, życie. Trzeba powolutku odbudowywać kolekcję.

Na całe szczęście podczas chyba dwukrotnej wyprzedaży, zostawiłem sobie podpisy związane z Gladbach, Bundesligą oraz te które zebrałem osobiście. Dzięki temu nie mam braków w głównych profilach kolekcji.

Dobra, ponarzekałem trochę. Teraz pora przelać trochę optymizmu. Hmm.. Tylko jak?


Gdy Hanke przychodził do Gladbach to większość kibiców tego klubu witała go hasłem: „Mike Hanke? Nein, danke!”. Muszę się przyznać, że byłem tego samego zdania. Jakoś nigdy mnie ten zawodnik do siebie nie przekonywał. Na początku jego pobytu w Borussii w każdym spotkaniu marnował milion sytuacji. Zresztą to tak jak ja, podczas gierek na orliku. I to w pewnym sensie dlatego go polubiłem. W sytuacjach podbramkowych był swego rodzaju ciapą, ale potrafił za to dobrze się ustawić czy też idealnie dograć do partnera. Strzelił też kilka bramek, nawet takich ważnych, np. w derbowym spotkaniu z Kolonią. A bramka przeciwko Schalke - miód malina!

Posiadam jego podpisy na karcie oraz na zdjęciach w barwach Gladbach, ale do tej pory nie udało mi się zeskanować tych autografów. Może będą w późniejszym czasie. Dzisiaj tylko w barwach Hannoweru.

Tymcza!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

10.

Nie było mnie tu chwilę, no ale wiecie Nowy Rok i te sprawy, trochę mnie poniosło. Jednak nie próżnowałem, ponieważ miałem okazję porozmawiać z Adamem Swaczyną, o którym króciutko wspomniałem w podsumowaniu, które napisałem tydzień temu. Adam gra na libero w PlusLidze, a dokładniej w drużynie BBTS-u Bielsko-Biała. Pomyślałem więc sobie - a zadam mu kilka pytań, zobaczymy co z tego wyjdzie, najwyżej obaj stracimy trochę czasu, którego praktycznie nie mamy. No dobra, ja mam, on niekoniecznie.

 
Pogadaliśmy w sumie o wszystkim. Nie zabrakło również wątku autografów, ale głównie siedzieliśmy jednak w temacie siatkówki. Adam wypowiedział się o założeniach jego zespołu na kolejną rundę, opowiedział o tym, jak grało się w Kielcach i jak gra się obecnie w Bielsku oraz o tym czy rozważa grę w zagranicznym klubie. Swaczek ocenił PlusLigę oraz pierwszą rundę sezonu zasadniczego. Chcecie wiedzieć jak? - to czytajcie:
W pierwszej rundzie, czołowe zespoły, które wiodły prym w poprzednich latach w dalszym ciągu utrzymują swój bardzo wysoki poziom. To, kto będzie wysoko w tabeli można było przewidzieć po ruchach transferowych poszczególnych drużyn. Najrówniejszy poziom prezentuje chyba Resovia, która jest liderem ligi. Z bardzo dobrej strony pokazał się zespół z Radomia. Czarni wygrali kilka ciężkich meczy, w których byli skazywani na porażkę. Pierwsza runda w naszym wykonaniu nie była najgorsza. Jednak pozostaje pewien niedosyt, bo mogliśmy zdobyć więcej punktów, przynajmniej w dwóch meczach. 

Macie jakieś założenia przed rewanżami? Myślicie o play-offach?
W tej chwili koncentrujemy się na każdym następnym meczu. Gra w play-offach byłaby dla nas dużym osiągnięciem, wszystko jest jeszcze możliwe. Obecnie, aby myśleć o play-offach musimy grać lepiej i wygrać dużo więcej spotkań niż w pierwszej rundzie.

BBTS to Twój drugi zespół, z którym grasz w PlusLidze, drugi z którym awansowałeś do najwyższej klasy rozgrywkowej. Jak oceniasz lata spędzone w Farcie Kielce i te teraz w Bielsku?
W Farcie swoją drogę do PlusLigi zaczynaliśmy od II ligi. Przychodząc do Kielc wiedziałem, że powstaje tam drużyna chcąca awansować do I ligi. W pierwszym sezonie na zapleczu Plusligi, jako beniaminek zagraliśmy dobry sezon, a dzięki wygranej z Treflem Gdańsk, w piątym meczu finałowym wywalczyliśmy awans. Wszyscy, którzy interesowali się wtedy tymi spotkaniami pamiętają pewnie czwarty set ostatniego meczu, który udało nam się wygrać 42:40. W sezonach kiedy Fart grał w PlusLidze występowało tam kilku doświadczonych zawodników. Nie tylko ci znani z polskich parkietów, ale również tacy, którzy mieli za sobą sukcesy w światowej i europejskiej siatkówce. Zarówno grając w Kielcach, jak i Bielsku-Białej, miałem okazję grać w grupie bardzo ambitnych ludzi. Zespół z Bielska, w jakim grałem w poprzednim sezonie był naprawdę bardzo mocny. Ostatecznie zajęliśmy drugie miejsce, przegrywając jedynie z mocną drużyną Czarnych Radom. Atmosfera w zespole była naprawdę bardzo dobra. Mieliśmy młodszych i starszych zawodników, jednak wszyscy świetnie się dogadywali, a nasza współpraca zaowocowała awansem do PlusLigi.

A jak oceniasz PlusLigę na przestrzeni tych kilku lat?
Liga w tej chwili jest zdecydowanie silniejsza niż jeszcze kilka lat temu. Teraz rozgrywki PlusLigi przyciągają ogromną rzeszę kibiców. W wielu wywiadach znakomici zagraniczni zawodnicy bardzo dobrze mówią o polskiej siatkówce oraz rozgrywkach PlusLigi. Większość z nich chciałoby w niej zagrać. Już teraz w PlusLidze występują siatkarze światowego formatu, a polskie zespoły odnoszą sukcesy na międzynarodowej arenie. Pierwsza runda obecnego sezonu przyniosła wiele niespodzianek, co niewątpliwie wpływa na atrakcyjność ligi.

Załóżmy tak czysto hipotetycznie - dostajesz ofertę z klubu zagranicznego, dajmy na to z ligi francuskiej, co robisz? Łatwo byłoby Cię namówić do wyjazdu z Polski?
Na taką decyzję składa się kilka czynników. Wiele jednak zależy od tego, jakie możliwości pojawią się w Polsce. Wyjazd za granicę wydaje się być interesującą przygodą, ale z drugiej strony w kraju zostawia się rodzinę oraz znajomych. Konieczność zmiany miejsca zamieszkania wiąże się z zawodem sportowca. Myślę więc, że powinno się wybierać ofertę atrakcyjną pod względem sportowym. Na razie nie myślę o zmianie otoczenia. W tym sezonie gram w Bielsku-Białej i jestem bardzo zadowolony. W drużynie panuje dobra atmosfera, a Bielsko to fajne miejsce do życia.

Można powiedzieć, że siatkarz PlusLigi jest rozpoznawalną osobą, która często napotyka się na fanów proszących o autografy. Zaliczasz się do tego grona? Często dostajesz prośby o złożenie swojego podpisu?
Takie sytuacje mają miejsce po meczach. Czasami ktoś, tak jak Ty, zbiera autografy i poprosi o podpisanie plakatu czy zdjęcia. Mam tylko 176 cm wzrostu, więc mało kto mógłby pomyśleć, że gram w siatkówkę. Domyślam się, że to właśnie z tego powodu rzadko kiedy ktoś rozpoznaje mnie poza halą i poza Bielskiem.

Zdarzają się inne prośby, np. o koszulki?
Takie prośby zdarzają się bardzo często. Ludzie chyba bardziej lubią koszulki. Ja osobiście chciałbym dać taką koszulkę każdemu, kto o nią poprosi. Niestety, aby było to możliwe musiałbym dostawać o wiele więcej kompletów.

Jak podchodzisz do takich próśb?
Jest mi bardzo miło z tego powodu. Sam kiedyś bardzo się cieszyłem, gdy dostawałem koszulkę lub autograf od jakiegoś zawodnika.
---
To byłoby chyba na tyle. Zapytałem jeszcze Adama o to czy zdarzało mu się kiedyś podpisywać na różnych dziwnych rzeczach czy częściach ciała, typu kobiecych biustach, no ale nic takiego nie miało miejsca. Ale może to i dobrze, bo jego dziewczyna mogłaby źle zareagować.

Z tego miejsca krzesła przed komputerem, chciałbym jeszcze raz podziękować Adamowi za rozmowę, a także za zebranie podpisów od kolegów z drużyny. No i za koszulkę, dzięki!

A poniżej reszta podpisów siatkarzy z Bielska.







Tymcza!