piątek, 7 lutego 2014

15.

Jakiś czas temu opowiedziałem o tym do kogo wysłałem swój pierwszy samodzielny list z prośbą o autograf. Jednak to nie była moja pierwsza styczność ze zbieraniem podpisów. Tak, jak zapowiadałem. Kiedyś, jak byłem małym brzdącem tata zabrał mnie na mecz Orłów Górskiego. Nie pamiętam dokładnie jaki był wynik. Pamiętam za to, że zbieraliśmy wtedy zebrać parę autografów. Robert Gadocha, Lesław Ćmikiewicz, wtedy te nazwiska za dużo mi nie mówiły, nie wiedziałem co osiągnęli w piłce, ale wiedziałem, że było to coś ważnego. Zresztą z całego tego wydarzenia mam tylko przebłyski, więc może wtedy ogarniałem więcej niż teraz mi się wydaje. 

Przypomniałem nazwiska Gadochy i Ćmikiewicza, ponieważ to właśnie ich autografy mogłem włączyć do kolekcji w późniejszych latach. Będąc bardziej dokładnym - do dnia dzisiejszego ostał się jedynie podpis tego drugiego. Niestety, podpis pana Roberta został sprzedany kilka lat temu podczas wyprzedaży

kartka z podpisem Lesława Ćmikiewicza.
Niestety więcej o tym meczu, a także całej jego otoczki nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Przepraszam.

Moje drugie podejście do zbierania autografów osobiście miała miejsce w Wiśle. W miejscowości, w której polskie drużyny ligowe przygotowywały się do nadchodzących rozgrywek i rozgrywały spotkania sparingowe. Miałem szczęście, że w czasie kiedy Widzew Łódź był na obozie w Wiśle, ja byłem właśnie tam na koloni. Byłem chyba wtedy po drugiej klasie podstawówki. Przytaczanie mojego wieku ma sens, ponieważ bycie w młodszej grupie nie pozwalało mi wybrać się na mecz Widzewa. Było mi bardzo przykro z tego powodu, bo strasznie się napaliłem. W łódzkiej drużynie występował wtedy Marek Citko. Gość, który strzelił bramkę Anglikom na Wembley i Brazylii. Tej wielkiej, uwielbianej przez wszystkich Brazylii, szacun! Po czasie okazało się jednak, że Citki nie było w Wiśle. Chyba z powodu ślubu,  nie wiem. Zresztą mało ważne. Do rzeczy - kilka dni przed samym meczem, gdy dowiedziałem się, że nie będę mógł pójść na mecz, zadzwoniłem do rodziców. Powiedziałem im, żeby przyjechali mnie odwiedzić, bo się stęskniłem. Tylko, że mają przyjechać w ten dzień, żaden inny. Tęsknota, dobra podpucha co nie? Ale cichutko, może tego nie czytają. 

W każdym bądź razie, przyjechali. Szybko udało mi się ich namówić do pójścia na mecz. Miało się wtedy siłę perswazji, co nie? Po drodze na boisko kupiłem dwie kartki pocztowe, które miałem wysłać następnego dnia jednej i drugiej babci. Niestety, kartki poświęciłem na autografy. Przed meczem udało mi się zebrać podpisy rezerwowych graczy Widzewa. Wśród nich był m.in. Marcin Zając. Nikogo więcej z ławki nie pamiętam. Kilka lat temu znalazłem w internecie kadrę z tego spotkania, ale teraz już jej nie ma. No chyba, że nie umiem jej teraz znaleźć. W każdym bądź razie kiepsko. 

kartka pocztowa z podpisami piłkarzy Widzewa.
Pamiętam jeszcze, że przed meczem chciałem zebrać jeszcze podpis od trenera Widzewiaków, ale ten niestety mi odmówił. Mecz sparingowy z jakąś czeską drużyną był ważniejszy od poświęcenia kilku sekund małemu gówniarzowi, który prosił o podpis, proste. Po meczu bałem się już do niego podejść. I do tej pory nie wiem kto to był. Chwilę po zakończeniu spotkania poszedłem natomiast zbierać autografy od zawodników, a wśród nich był m.in. Radosław Michalski, Dariusz Dudek, Shingi Kawondera oraz ... Radosław Majdan. Do tej pory zastanawiam się co on wtedy tam robił, no ale to nie jest ważne. Dzięki temu mam teraz te zajebiste zdjęcie. Proszę, nie komentujcie mojego ubioru. Keta na wierzchu, maksi-king/podkoszulek i czapka Miami Dolphins mówią same za siebie.

zdjęcie z Radkiem Majdanem, 1999r.
Jak ktoś potrafi rozszyfrować podpisy piłkarzy Widzewa to nie krępujcie się, piszcie. Dziękuję.

6 komentarzy:

  1. to Ty w końcu chciałeś być koszykarzem czy piłkarzem?:p
    Mama

    OdpowiedzUsuń
  2. ja potrafię rozszyfrować wszystkie ale Ci nie powiem, bo w życiu 'nie ma letko'

    OdpowiedzUsuń