poniedziałek, 10 marca 2014

20.

W ciągu ostatnich dni byłem w Sopocie, gdzie odbywały się Halowe Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce. Chociaż prawdę mówiąc w Sopocie byłem tylko ... chwilę, bo większość czasu spędzałem w Gdańsku. Tam też postanowiłem powiększyć swoje zbiory i tam zbierałem podpisy lekkoatletów.

Moim kolekcjonerskim celem na ten wyjazd było złapanie zaledwie kilku podpisów. Na liście startowej HMŚ znajdowały się nazwiska zawodników tj. Dwain Chambers, Tomasz Majewski Veronica Campbell-Brown, Blanka Vlasić oraz Darja Klishina i to właśnie autografy tych lekkoatletów i lekkoatletek interesowały mnie najbardziej. 

Do Gdańska wyruszyłem w czwartkowy poranek, jednak zbieranie rozpocząłem dopiero dzień później. Razem ze znajomymi kolekcjonerami wybrałem się pod obiekty treningowe mistrzostw, czyli na Gdański AWF. Uzbrojony w białe, pocięte kartki z bloku technicznego (zdjęć nie wywoływałem, bo po co?) oraz pożyczony długopis liczyłem na udane zbiory i zebranie, wyżej wymienionych, perełek. Wszystko zaczęło się bardzo sympatycznie, ponieważ już na samym początku spotkaliśmy Holenderkę Dafne Schippers oraz Amerykankę Cassandrę Tate, których podpisy od razu trafiły do kolekcji. Następnie zebraliśmy autografy od kilku innych zawodników i zawodniczek, w tym od Jenevy McCall, która specjalizuje się w pchnięciu kulą, rzucie dyskiem oraz młotem. No właśnie.. młotem. Trochę się pośmialiśmy, gdy dowiedziała się, że właśnie tak mam na nazwisko. Jej trenerka zrobiła nawet fotkę, gdy Jeneva podpisywała się na naszych kartach. Ciekawe kiedy będzie na fb.

podpis Veroniki Cambell-Brown.
Godziny mijały, a podpisy cały czas trafiały do naszych kolekcji. Przemieszczaliśmy się od hotelu do hotelu, później znowu wróciliśmy pod AWF. Szukaliśmy idealnego rozwiązania. Chyba takiego nie było, nie wiem. Najdłużej czasu spędziliśmy w hotelu, w którym znajdowała się reprezentacja Jamajki. I to właśnie tam udało mi się zebrać autograf Veroniki Campbell-Brown. Tam też zebraliśmy podpis od innych zawodników, m.in. od ... Saddama Husseina. Nie, nie tego, o którym myślicie. Bo jak, przecież on nie żyje. Hussein, którego spotkałem w Gdańsku jest pakistańskim lekkoatletą i chyba nie ma nic wspólnego z tym powieszonym Saddamem. No chyba, że nazwisko i pętelkę w podpisie. Ciekawa sytuacja przytrafiła nam się z jamajskim biegaczem Danem Hyattem, który po prośbie o złożenie autografu powiedział z uśmiechem na twarzy w języku polskim spie****aj - po czym podpisał się na naszych kartach. 

podpis Husseina z pętelką.
Piątkowe zbieranie zakończyliśmy późnym wieczorem.

Następnego dnia znowu zaczęliśmy od wycieczki na AWF. Pod halą treningową dowiedzieliśmy się, że nikogo tam nie ma. Odwróciliśmy się na chwilę i zmierzaliśmy w kierunku wyjścia, po czym do stojącego przy wejściu autobusu wbiegła kilkukrotna medalistka olimpijska Shelly-Ann Frazer-Pryce. Także - dzięki panie ochroniarzu, jesteś całkiem spoko. Jamajki nie udało się już wyciągnąć z busa i po kilku minutach zniknęła nam z oczu. Następnie udaliśmy się pod hotel, gdzie znajdowali się Amerykanie. Zebraliśmy tam kilka podpisów, ale nie takich, na których zależałoby nam najbardziej. Bez medalistów i innych tego typu bzdet. Jakiś czas później zmieniliśmy miejsce i poszliśmy pod miejsce zakwaterowania Polaków i reprezentantów kilku innych krajów. Liczyliśmy na więcej szczęścia niż poprzednio. Wydawało się, że gorzej być już nie może. Doszliśmy do wniosku, że każda decyzja podejmowana przez nas tego dnia była coraz gorsza. Każdy wybór okazywał się mniej zadowalający od poprzedniego. Wizyta pod tym hotelem tylko nas w tym utwierdziła. Udało się co prawda zebrać kilka podpisów, ale pozostawał duży niedosyt, zresztą, jak prawie zawsze. Po przerwie na obiad zdecydowaliśmy się kolejny raz zmienić miejsce oczekiwania na zawodników. Tym razem przemierzyliśmy kilka przystanków autobusem, by znaleźć się pod hotelem Rosjan oraz Brytyjczyków. A wśród nich, jak wiadomo Darja Klishina oraz Dwain Chambers, których autografy były moimi priorytetami podczas tego wyjazdu. Udało się zdobyć podpis tylko od Chambersa. Nie ma co narzekać, dobre i to. Dodatkowo zebraliśmy podpisy m.in. od medalisty olimpijskiego z Londynu Robbiego Grabarza oraz Marii Kuchiny, która wraz z Polką Kamilą Lićwinko zdobyła kilka godzin później złoty medal na hali w Sopocie. Chcieliśmy również wziąć autograf od innej rosyjskiej lekkoatletki, ale na jej pytanie do you know who I am? nikt z nas nie potrafił twierdząco odpowiedzieć, więc się nie udało. Trudno. Chociaż nie, obojętne. Mogliśmy wtedy zacytować Patryka Małeckiego. Szkoda, że najlepsze pomysły przychodzą dopiero po czasie. 

podpis Dwaina Chambersa.
Po krótkim odpoczynku udaliśmy się na wieczorne zbieranie do hotelu, w którym nas jeszcze nie było. Znajdował się on w centrum Gdańska i w sumie nie był na po drodze. Na miejscu całkiem sympatycznie, usiedliśmy sobie na fotelach, oglądaliśmy tv, a także wyczekiwaliśmy na zawodników. W tym hotelu nocowało kilka reprezentacji, w których znajdowali się medaliści olimpijscy, dlatego też nie wyrywaliśmy się do pierwszej lepszej reprezentantki Surinamu czy też innej Syrii, bo nie chcieliśmy zostać z tego hotelu wyproszeni. Jednak, jak to mówią przyszła kryska na Matyska ... czy jakoś tak, zostaliśmy poproszeni o opuszczenie budynku. Na całe szczęście udało się zdobyć kilka cennych podpisów. Na zewnątrz poczekaliśmy na ostatni autobus z zawodnikami i zdobyliśmy autografy od innych właścicieli medali olimpijskich, którzy zamieszkiwali ten hotel. Idealnie.

To był koniec naszego zbierania podczas HMŚ w Sopocie. Całość oceniam pozytywnie, chociaż tak jak mówiłem - pozostaje pewien niedosyt. Ale tylko i wyłącznie z tego powodu, że z moich pięciu początkowych celów, udało się osiągnąć tylko dwa. No cóż, może następnym razem. Jednak liczba 143 wszystkich zdobytych autografów chyba robi wrażenie.

3 komentarze:

  1. Gratuluję :)
    też bym chciał wybrać się na HMŚ :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow!! Serdeczne gratulacje! Dużo tych autografów ;)

    OdpowiedzUsuń